13.09.2008r. Kolejny dzień za nami... Pojechałyśmy dzisiaj łódką na Direction Island. Był to ostatni dzień na tej wyspie. Najpierw popłynełyśmy pontonem na jacht. Pogoda była w kratkę. Na szczęście wiał wiatr i przegonił deszczowe chmury. Zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową. Polegala ona na tym, że najpierw z Nataszą stanęłam na dziobie jachtu, a później z Elizą na jego rufie. Było wspaniale  Czułam zapach oceanu i taką niesamowitą wolność. Wróciłyśmy na wyspę i dokończyłyśmy naszą flagę pod wiatę. Poźniej zaczęłam wylegiwać się na hamaku. Nie trzeba było się niczym martwić, tylko sobie odpoczywać. Tak jak przez cały tydzień  Potem poszłyśmy z Elizą popływać. Założyłam swoje okulary do pływania i na 5 sekund się zanużyłam pod wodę. Widziałam przybrzeżne dno oceaniczne. Było piaszczyste, ale pokryte rożnymi kamieniami. Ale najważniejsze jest to, że będąc pod wodą oderwałam nogi od podłoża i się...
do góry ^
12.09.2008r. Dzisiejszy dzień spędziłyśmy w pokoju na West Island. Miałyśmy sporo pracy. Wysyłanie kartek, pisanie blogów, zgrywanie zdjęć. Zajęło nam to cały dzień. Napisałam też list, w którym zawarłam wszystkie informacje dotyczące mojej osoby. Natasza włoży go do butelki  i wyrzuci na Oceanie Indyjskim. Ciekawa jestem kto go znajdzie... W miądzyczasie dostałam prezent od pani Karen, która wczoraj na kajakach robiła nam zdjęcia. Dostałam od niej książkę, z dedykacją dla mnie, z jej własnymi zdjęciami różnych widoków z Wysp Kokosowych. Oprócz tego dała mi jeszcze płytkę z naszymi zdjęciami, które nam zrobiła na wycieczce. Ja dałam jej jedną płytę z festiwalu Zaczarowanej Piosenki z moją dedykacją. Dałyśmy też pani pracującej w hotelu maskotkę smoka wawelskiego z napisem KRAKÓW. Dzwoniłam też do pani Lity, która też nam pomogła, mimo tego, że mnie nie znała. Bardzo chciała usłyszeć, jak śpiewam, no i zadzwoniłam...
do góry ^
11.09.2008r. Wstałyśmy o godzinie 6:10. Przez pomyłkę, bo miałyśmy wstać o 7, ale pomyliłyśmy godziny  Pojechałyśmy pontonem na wyspę i tam zjadłyśmy śniadanie. Po ponad godzinie wyruszyłyśmy szybką łódką na Home Island. Tam spędziłyśmy dwie godziny. Zwiedziłyśmy całą wyspę (co nie było trudne, bo zajęło nam to 15 minut). Każdy mieszkaniec ma taki sam dom. Kupiłyśmy sobie też lody. Były bardzo smaczne  Pan, który nas woził, zaprosił nas do siebie do domu. Siedziałyśmy na takiej jakby werandzie, gdzie było wszystko: narzędzia, krzesła, stół, a sąsiedzi tego pana mieli nawet łóźko. Po krótkim czasie pojechałyśmy znowu tą łódką, ale tym razem na West Island. Poszłyśmy do naszego hotelu, odświeżyłyśmy się i zjadłyśmy obiad. Potem przyszła Pani Kylie i zabrała nas na kajaki, tzw. CANOE. Spędziłyśmy tam cztery godziny. Było cudownie! Wypłynęliśmy kilkoma kajakami z silnikami. Zwiedziliśmy najpierw taką...
do góry ^
10.09.2008r. Noc na jachcie była niesamowita! Usnęłyśmy bardzo szybko, bo do snu kołysały nas fale  To cudowne uczucie spać na Oceanie Indyjskim! Spałyśmy do bólu. Pierwsza wstała Natasza, potem ja i na końcu Eliza  Zjadłyśmy prawdziwe żeglarskie śniadanie, składające się z pysznej jajecznicy, chleba, szyneczki, serka i herbaty. To wszystko przygotowała dla nas Eliza  Potem pojechałyśmy pontonem z silnikiem na wyspę (jacht jest zakotwiczony dalej od brzegu, ponieważ przy wyspie jest za płytko, żeby jacht mógł podpłynąć). Widoki są jak z widokówki! Na wyspie, oprócz telefonu jest też hamak, na którym bardzo przyjemnie się leży  Jest tam także taka duża wiata, którą chroni przed deszczem i ochrania przed słońcem. Ale jej głównym celem jest to, iż na jej tzw. nogach i pod sufitem są zawieszane rożne pamiątki, które pozostawili żeglarze, którzy tę wyspę odwiedzili. Jest to bardzo pomysłowe. My zaczęłyśmy dzisiaj...
do góry ^
09.09.2008r. Jest BAJECZNIE, CUDOWNIE i WSZYSTKO JEDNOCZEŚNIE! Wstałyśmy dzisiaj o 8:00. Ubrałyśmy się i  poszłyśmy na śniadanie. Było bardzo dobre  Po jedzeniu udałyśmy się do sklepu kupić kartki i parę drobiazgów. Po zakupach przyszedł do nas pan, który zawiózł mnie i Elizę na inną plażę, a tam wsiadłyśmy do łódki ze szklanym dnem i popłynęliśmy na Direction Island (należącą do Wysp Kokosowych), gdzie zakotwiczony był jacht. Natasza miała za kilka godzin do nas dopłynąć pontonem, bo załatwiała jeszcze ostatnie sprawy. Oglądanie dna morskiego było bardzo ciekawe. Widziałyśmy olbrzymie zółwie, które na pewno ważyły kilkaset kilogramów. Zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie. Natomiast jeszcze bardziej spodobały mi się... rekiny! Było kilka dorosłych i małych. Ale te pierwsze wcale nie były takie duże. Były szare, ale bardzo ładne. Pan, który prowadził łódkę, rzucił im kawałki ryby i stworzenia rzucały się...
do góry ^
08.09.2008r. I dotarłyśmy na miejsce  Kolejny dzień znowu szybko minął. Wstałyśmy dzisiaj dość wcześnie, bo o 6:45 rano. Samolot miałyśmy o 11:35, ale pani Ada chciała zawieźć nas przed odlotem do parku ze zwierzętami australijskimi. Do celu dojechałyśmy w samą porę, bo na otwarcie. Najpierw poszłyśmy do kangurów. Było to takie niesamowite przeżycie! Zwierzęta te chodziły sobie swobodnie i nie były w klatkach, tak jak w zoo. Można było do nich podejść i nawet je karmić! Są to bardzo delikatne zwierzęta i tak przyjemnie jadly mi z rąk! Było ich tam bardzo dużo i jak stanęłam z karmą, to po chwili byłam otoczona kangurami  W ciągu póltorej godziny zobaczyłysmy więcej zwierząt niż planowałyśmy. Widziałyśmy różne ptaki, pawie normalne i białe, diabła tasmańskiego, psy dingo, wombata i misie koala! Te ostatnie można było dotknąć. Wombat jest dużym zwierzęciem, ważącym 26 kilogramów! To wiącej niż ja! Miał bardzo...
do góry ^
14 - 09 - 2008
07.09.2008r. Czwarty dzień się skończył. Jak ten czas szybko mija. Samolot miałyśmy o godzinie 9:35 rano. Musiałyśmy więc wyjechać  taksówka spod hotelu około 7:00. Z Wyspy Sentosa na lotnisko w Singapurze jest jakieś 30-35 minut jazdy. Niestety tym razem jechałyśmy całą godzinę! Miałyśmy małego pecha, ponieważ natrafiłyśmy na taksówkarza, który pomylił drogę i dwa razy pokonywaliśmy tę samą trasę. Jakby tego było mało, to w Singapurze zawsze o tej porze są duże korki. Więc z tego wszystkiego musiałyśmy się śpieszyć. Na szczęście  zdążyłyśmy na czas. Ten odcinek drogi, trwający pięć godzin, pokonywałyśmy  jednym z największych samolotów na świecie: JAMBO JET 747! Było to niesamowite uczucie! Wchodząc do maszyny można było się pogubić. Miał kilka pokładów z osobnymi wejściami. Niestety, nie siedziałyśmy obok siebie z Elizą, bo nie było wolnych miejsc. Ale nie byłyśmy oddalone od siebie zbyt daleko. Ja...
do góry ^
07 - 09 - 2008
2330 darwin time, 6/09/08 JESZCZE SOBOTA, WYSPY KOKOSOWE NA OCEANIE INDYJSKIM (NIE MYLIĆ Z TYMI NA PACYFIKU) http://pl.wikipedia.org/wiki/Wyspy_Kokosowe OTO JESTEM, NA WYSPACH KOKOSOWYCH. JEJU, JAK TO BRZMI!!!!!  A  JESZCZE DO NIEDAWNA NAWET NIE WIEDZIAŁAM GDZIE TO JEST !!!!!!!! JEST CIEMNO DOPIERO CO PRZYWIĄZANO MNIE DO BOJKI, WIĘC NIEWIELE WIDZĘ: BIAŁY PIASEK I CIENIE PALM ODBIJAJĄ SIĘ W ŚWIETLE KSIĘŻYCA... ZANIM WPŁYNĘŁAM TO PĘKŁ PASEK KLINOWY, I ZANIM TO NAPRAWIŁAM, TO OKAZAŁO SIĘ, ŻE CHŁOPAKI Z TUTAJSZEGO PORTU WPROWADZĄ TANASZĘ DO LAGUNY. BYŁA ICH Z CAŁA KOMPANIA NAWET MI CZERWONĄ FLARĘ PUŚCILI... FANTASTYCZNA OBSTAWA, MÓWIĘ WAM.  ALEŻ BOSKO, ŻE TU JESTEM. JESZCZE NIE WIEM JAK TU JEST, ALE NAJWAŻNIEJSZE, ŻE JESTEM NA CZAS NA SPOTKANIE!!! ..TANASZA JEST NIESAMOWITA, CO ZA DUSZA W NIEJ JEST. JA ZREZYGNOWAŁAM Z WCHODZENIA DZIŚ, ALE ONA SAMA, OT TAK Z SIEBIE DAŁA ILE MOGŁA...
do góry ^
06 - 09 - 2008
30 mil do kolejnego przystanku.... (6/09/09 - 1700 - 12.08S; 097.20E) Motto na dziś: uśmiechnij się jak odbierasz telefon. Ten kto dzwoni odczuje to w Twoim głosie... W nocy znów widziałam spadającą gwiazdę. Pomyslalam marzenie, kto z Was nie mysli wtedy o jakims...ja swojego nie powiem - ciekawe czy ktos sie domysli... hm, a kto w ogole wymyslił tę durną zasadę, że nie można wypowiedzieć na głos tego marzenia, z którego zwierzamy się lecącej gwiazdce,  bo niby się nie spełni. No to ja wnoszę za nową zasadą: mówmy o swoich marzeniach głośno, bo może ta osoba, która ma nam pomóc je urzeczywistnić powinna o tym usłyszeć... A teraz mam 30 mil do laguny. Niestety nie zdążę zakotwiczyć przed zachodem słońca i nie posądzam się o odwagę  wchodzenia tam po zmierzchu - laguna wypełniona jest rafami. Wygląda na to, że przyjdzie mi spędzić kolejną noc kołysana falami oceanu... nie narzekam
do góry ^
06 - 09 - 2008
  Niektórzy pytali mnie dlaczego nie robię „kółka” bez przestanków. A ja mam po temu przynajmniej kilka dobrych powodów. Primo: to wcale nie prawda, że łatwiej płynąć z przystankami; wręcz przeciwnie! Przecież jak się nad tym zastanowić, to im dalej od brzegu tym jest bezpieczniej, bo im bliżej, tym żeglarz musi mierzyć się z rafami, mieliznami, prądami, pływami, większą ilością kutrów rybackich, albo przypływających do portów dużych statków. A ja po prostu lubię wyzwania! Secundo: nie zobaczyłabym tak cudownych miejsc po drodze, nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi i co ważniejsze nie mogłabym się tym wszystkim z Wami podzielić. Na morzu zawsze jest pięknie. Czasem ciężko, czasem lżej, ale zawsze pięknie! Mamy ciszę albo sztorm, coś się zepsuje, coś się naprawi. Ale przecież będąc samemu na pokładzie ileż można pisać o sobie?  A tak, zapływam do nowych miejsc a zawsze towarzyszy temu takie wspaniałe uczucie. Na...
do góry ^
06 - 09 - 2008
piątek 5/09/08 12 00 darwin time, 170 mil to go, 12 11S; 099 48E W nocy widziałam spadającą gwiazdę. Pomyślałam marzenie, kto z Was nie myśli wtedy jakiegoś? Swojego nie powiem - ciekawe czy ktoś się domyśli... Swoją drogą, czy Wasze tak ostatnio wypowiedziane/pomyślane się spełniło? Pamiętacie je w ogóle? Czy spadające gwiazdy spełniają marzenia? Nie byłoby to wówczas zbyt proste? Człowiek by jedynie usiadł pod sierpniowym niebem w Ustce i wyliczał co chce od życia... ale to chyba tak nie działa, prawda? Dlaczego, więc w myślach mowimy marzenie gdy zaspana/nieuważna gwiazda spada z nieba? bo marzenia są i ich potrzebujemy? hm. Od nich tak wiele się zaczyna... Jestem ponad dwa tygodnie na morzu i założę się, że nikt nie przypuszcza, że nie mając lodówki na kolację będę miała wołowego steka. A tak, nie mam lodówki, i nie, nie ubilam cielaka po drodze... natomiast poznałam Berniego. Nie, nie padło mi na głowę. poznałam...
do góry ^
06 - 09 - 2008
1300 czasu darwińskiego - już wszyscy wiedzą i nie ma to z resztą dla Was większego znaczenia, prawda?   4/09/08 czwartek, 12 06 S; 101 48 E; 290 morskich mil jeszcze do wyspy. Malusia ta wysepka, jak dobrze, że nie muszę używać Laski Jakuba albo pięści do nawigacji, bo nie sądzę, że udałoby mi się ją znaleźć na środku oceanu... z resztą, co to znaczy "być żeglarzem" w dzisiejszych czasach??? (myślę, że niezależnie od egzaminów zdawanych na lądzie - kapitanem albo się jest (ma się to "coś"), albo się nim nigdy nie będzie - to ocean albo zrobi z ciebie kapitana, albo się po prostu nie nadajesz... (mówią, że dobrze jest mieć na jachcie ze sobą duuuuże mapy, bo jak przelatuje jakiś samolot, albo statek obok przepływa to można na odwrocie takiej mapy napisać: "gdzie jestem?" :) A Posejdon patrzy i widzi wszystko, zaprzęga karocę w delfiny i burzy morze o zmierzchu... ..Mówią, że zmierzch to najsmutniejsza pora dnia... a dla...
do góry ^
środa, 3/09/08 1400 czasu darwińskiego,  12.32 S; 103.52 E.  zachmurzenie 50 procent, baterie się ładują 8 amp. ze 20 węzłów wieje - tak na oko, bo nie mam instrumentu co mierzy prędkość wiatru... (mówią, że na oko, to chłop w szpitalu umarł). Niesamowite, jak człowiek jest się w stanie przyzwyczaić nawet do tego, do czego nie można się przyzwyczaić: jak szybko orientuje się, że trzeba tutaj czy tam nogę postawić i zaprzeć się, bo inaczej poleci się na jakąś krawędź po kolejnego siniaka... zanim przyjdzie uderzenie falą trzeba się czegoś trzymać i z czasem robi sie to bezwiednie... Kolejna noc na morzu za mną. Jak bylo? Bardzo niewygodnie, to na pewno, ale zanim zasnęłam przeżyłam jeden z bardziej przerażających momentów mej podróży. Posłuchajcie...  Już wieczorem wyszłam na pokład rozejrzeć się dookoła. Patrzyłam na zachmurzone niebo...
do góry ^
13.02 S; 105 34 E. 1830 czasu darwińskiego, wtorek. Pogoda się ”naburmuszyła”. Żagle niosę malusie, a i tak łódce nieźle się dostaje. Wszystko wylatuje z szafek, ciężko się poruszać... chmury, deszcz, szkwały, fale przelatują przez pokład - istnie jak w Conradowskich opowieściach. Jedna z tych fal, taka z białą grzywą, wpadła do messy: zamoczyła mnie, materac i zalała kambuz, na szczęście komputer mój jest zawsze oslonięty. Przed chwilą minęłam dużą kulę rybacką (bojkę z sieci). Ogromna była, tak sobie dryfowała, bez zmartwień. Dokonałam przykrego odkrycia. Otóż, do półki z książkami dostała się woda.  Zniszczyła mi kilka z nich kompetnie, kolejne staram się odratować odklejając kartka po kartce... niech schną. chcę z nich czytać opowieści... Myśl z nocy: takie czarne te chmurzyska są, że z łatwością można sobie wyobrażać z nich jakieś postacie. To superman skaczący z okna, to piesek pod drzewkiem... czasem...
do góry ^
01 - 09 - 2008
1100 01/09/08, poniedziałek 13.06 S; 108. 31 E "Żyć, to znaczy nie marnować czasu na czekanie na przyszłość", nie wiem gdzie to wyczytałam, ale zgadzam się, a Wy?  Bo przecież trzeba żyć każdym dniem, jakby był naszym ostatnim... tak tylko Wam przypominam, bo z pewnością każdy z Was o tym świetnie wie, ale czy aby na pewno pamięta? ...gdybyście mieli przed sobą tylko tydzień życia... co byście zrobili? ...a gdybyście tak mogli wyobrazić sobie własne życie za 5 lat i mogli się wkraść w przyszłość i zobaczyć ten jeden dzień za pięć lat od teraz... Co robicie, gdzie jesteście?... mam nadzieję, że w rzeczywistości pracujecie nad tym by w przyszłości właśnie być tam i robić to, o czym marzycie... a jak nie, to HALO! Do roboty!! Natomiast u mnie jak z wierszyka dla żeglarzy (jak to szlo?)... , że niby jak czerwony zachód słońca obłożony chmurami to przyjdzie pogorszenie pogody.  No to masz, wymaluj, obudziłam się do...
do góry ^
01 - 09 - 2008
12.49 S; 110.12 E 1500  czasu darwińskiego, niedziela 31/08/08.   Wyrwałam kolejną kartkę z kalendarza -  napisali, że celu w życiu sie nie szuka, trzeba go sobie postawić U mnie panuje niedziela, która nastąpi u Was dopiero dnia kolejnego, opowiadam więc to, co "wydarza" się u mnie w Wasze jutro (a czytaliście może książkę Umberto Eco „Wyspa dnia poprzedniego” – kto czytał ten wie, co mam na myśli). No, więc wieje zupełnie w porządku, prawie mogę trzymać kurs (270 stopni) na Wyspy Kokosowe; prędkość jachtu to około 5-6 węzłów; mam założony pierwszy ref na grocie i niosę pełną genuę; jest nierówna fala - wysoka, przyniesiona z Oceanu Południowego. Mam chmury po lewej burcie, takie co to niepokoją i słońce, które wstaje coraz później, bo zachodzi coraz później. W nocy pierwszy raz od Darwin nie widziałam ani jednego...
do góry ^
01 - 09 - 2008
Nastała sobota, 30 sierpnia. W samo południe jestem na pozycji 12.47 S i 112.42 E . Rano zachmurzenie było całkowite, ale na kursie jestem dobrym, w sam raz na „wysepki kokosowe” mnie powiedzie. Na morzu są ci, którzy chcą tu być, tak mówią. Ja chcę tu być. Jest pięknie. Tyle tu przestrzeni, zupełna wolność. Jacht sprawuje się cudnie, są ptaki, pełno ptaków, ryb pewnie też, ale na wszelki wypadek nie zarzucam linki. Staram się kontynuować tradycję nie łapania rybci dookoła świata. W nocy tyle kutrów musiałam ominąć, że prawie nawąchałam się świeżymi połowami i mi wystarczy. A swoją drogą, to czy rybacy nie zdają sobie sprawy, że jak pracują na deku i mają te swoje szperacze włączone to żadnych innych świateł nie widać oprócz białej kuli - w  związku z czym nie wiadomo dokąd płyną! słychać ich natomiast ciągle na radio. Gaworzą ile wlezie (najwięcej jak się człowiekowi chce spać) na kanale przeznaczonym...
do góry ^
Piątek 29/08/08   Chmurzy się, ale wiatru nie przybywa. Jest duszno. Robię 3 węzły na pełnych żaglach, tak bardzo chciałabym mieć mps (proszę nie mylić z pms, na którego brak niestety nie narzekam) - może ktoś ma i nie używa? (mowa jest o asymetrycznym spinakerze).  Chlebek w końcu spleśniał - wyrzuciłam. Wylałam sok pomidorowy na schody i nogi. Starłam całą podłoge, zrobiłam prysznic i małe pranie. W między czasie, staram się odespać nieprzespaną noc. Pełno latających rybek - pięknie rumienią się w słońcu, jakby były ze srebra... O 2000 zulu, i 12.50 S; 113.58 E pozostało tysiąc mil do Kokosów... przypomina mi się piosenka Stinga "a thousand miles"... znacie? A zupełnie już na poważnie zachmurzyło się razem z zachodem słońca. Takie przerażające ołowiane chmury, jakby nożem je ktoś odciął od dołu i zaraz pod tym cięciem takie odcienie czarni zapowiadające szkwały...  nieco później: ...gdy czuwałam i ze...
do góry ^
czwartek 28/08/08   0800 czasu darwińskiego, 12.55 S; 116. 03 E  ...a wiatr nadal nie chce, bym płynęła szybciej... Jak do tej pory, każdy jeden z etapów mojej podróży zauważyłam jest bardzo różny: pierwszy byl trudny technicznie i pogodowo, drugi był „lajtowy” -  jedynie burz było od groma, w kolejnym etapie nawigacja i wytrzymałość grały pierwsze skrzypce, a teraz najciężej jest psychicznie - mam rande-vous na Wyspach Kokosowych, a tu nie chce wiać... a zawsze boję się na głos wypowiadać prośbę o więcej wiatru... tak mi zostało, bo kilka razy dotałam, więcej niż chciałam, a nawet raz, to chyba więcej niż jacht mógł na siebie wziąć... ale płynę sobie... pode mną przynajmniej tysiące metrów wody. jedynie kilka centymetrów tworzywa sztucznego, czyli kadłub jachtu i mój śpiwór dzielą mnie od tej wieczności... zasypiając słyszę wodę jak przelatuje "koło mojego ucha"... lepszej kołysanki do snu nie chcę... Tomasz...
do góry ^
01 - 09 - 2008
12.46 S;  119.14 E  1930  ..płynę ku zachodowi słońca... pełno statków. na mapie to ich drogi wyglądają jak gałęzie choinki, a ich rzeczywiste światełka jak światełka w bożonarodzeniową noc... te dwa statki, co to właśnie mnie minęły idące na północ to, mam wrażenie, że teraz zawróciły, żeby znowu przeciąć mi trasę. bo ledwo co tamte zniknęły na prawej burcie pokazały się dwa kolejne dokłanie w miescu gdzie zniknęły z wizji tamte, jedynie te idą na południe...  po jakims czasie jeden z nich przeszedł nam przed dziobem, drugi za rufą. (...) urwał się "uchwytnik do uchwytników" do trzymania garnków, gdy gotuję na gibającej się kuchence. na szczęście, mam jeszcze sporo świeżych owoców i warzyw i mało gotuje, albo trzymam czajnik w ręku, dziś z lenistwa to nawet zadowoliłam się jedynie wąchaniem kawy ze słoiczka. poczekam aż mnie natchnie i zreperuję. Aretuzy, Physalia physalis (znane także jako...
do góry ^
niedziela 24/08/08 Zabawne, że na morzu nie ma nawet znaczenia czy jesteś dobrym czy złym, bo morze ci daje czystą kartę. Jesteś. Po prostu, jesteś na morzu i tylko to się liczy.   0900 rano czasu darwińskiego, niedziela, moja pozycja to  12.40 S; 125 53 E Jak mi dzień mija? A dobrze, dziekuję! .. .wstałam koło południa... leniwie rozejrzałam się dookoła. Książka, nad którą zasnęłam czytając, nieco pogięła ‘sobie’ kartki, budzik schował się niedbale przyciśnięty poduszką... dziś to jeden z tych dni, w których kobieta nie powinna musieć nic. tak też zrobiłam. cały dzień chadzam sobie w piżamce,  zrobiłam sobie kawę „french vanilla” jaką dostałam od Marteczki i Krzyśka. czekając aż woda się zagotuje (też leniwie) rozejrzałam się jedynie co dzieje się w moim świecie: jakie są chmurki, czy na pokładzie wszystko dobrze, sprawdziłam stan baterii, pozycję i znowu zapadłam głową na poduni. czytam sobie książkę,...
do góry ^